Burmistrz Szczecinka w TV Zachód
W audycji "Kilka pytań do..." burmistrz Szczecinka Jerzy Hardie-Douglas odpowiada na pytania dotyczące m.in. absolutorium, płatnych autobusów KM, flagi ukraińskiej przed ratuszem i wakacyjnych imprez.
Poniżej prezentujemy zapis rozmowy:
Ryszard Bańka: Dzisiaj gościmy pana burmistrza Jerzego Hardie-Douglasa w naszym studiu. Panie burmistrzu, po urlopie jest pan wypoczęty i pełen zapału do pracy?
Jerzy Hardie-Douglas: Dzień dobry, dzień dobry państwu. Tak, rzeczywiście miałem krótki urlop, byłem w Hiszpanii. Nie, dwóch tygodni nie było, ale to nieważne. W każdym razie po raz pierwszy od dłuższego czasu wyjechałem i miałem ładną pogodę. Bo to był mój drugi urlop w roku – najpierw pojechałem na południe Włoch. Tutaj państwo mieli w tym czasie długą majówkę i po 28 stopni, a ja pojechałem w miejsce, w którym powinno być gorąco, a padał deszcz, wiał wiatr i było 16 stopni. Czyli warunki do spędzania wolnego czasu niewymarzone jak na Włochy. Ale teraz miałem dobrą pogodę, wypocząłem, opaliłem się trochę.
Ryszard Bańka: No właśnie, czyli jest pan pełen sił do pracy. Ale cofnijmy się troszeczkę do dnia przed urlopem, kiedy odbyła się sesja absolutoryjna. Wynik tej sesji był dla pana bardzo dobry.
Jerzy Hardie-Douglas: O tych sesjach absolutoryjnych już parę razy mówiłem. One w ogóle, moim zdaniem, są bezsensowne, nie powinno ich być. Do sesji absolutoryjnej dodano taki element... Ja, jak teraz zostałem ponownie burmistrzem po przerwie, to w ogóle nie znałem tego przepisu, bo jego wcześniej nie było. Chodzi o udzielanie lub nie tzw. wotum zaufania. To w ogóle jest jakieś nieporozumienie, ale im jestem starszy, tym mniej rzeczy mnie dziwi. Nie wiem, po jasną cholerę to wprowadzono. No ale jest to wotum zaufania, można tam sobie pogadać, a potem radni decydują, czy go udzielają, czy nie. Tutaj wszyscy mi udzielili, za co miałem już okazję podziękować w czasie sesji. Jeszcze raz dziękuję, bo to jest miłe.
Wiadomo, że w Radzie są tarcia, że mam dosyć dużą opozycję i te sesje nie zawsze są miłe. Ale fakt, że w odpowiednim momencie jednak powiedziano: „Okej, może jest jaki jest, ale mogłoby być gorzej, niech już dalej siedzi na tym stanowisku”. A potem jest absolutorium. Absolutorium to jest po prostu przyznanie, że burmistrz wykonał budżet w sposób opisany w uchwale budżetowej i w zmianach, które w ciągu roku nastąpiły. No więc, jak pan ma możliwość zmieniania tego budżetu dziesięć razy w ciągu roku, to trudno, żeby w grudniu nie zmienić go w ten sposób, by usankcjonować wszystko, co działo się wcześniej. Także prawie się nie zdarza, żeby można było zakwestionować sposób wykonania budżetu przez burmistrza, prezydenta czy wójta. W związku z tym to jest takie trochę bicie piany. Nie pamiętam dokładnie wyniku, ale moim zdaniem nie był jednogłośny. Niemniej udzielono mi absolutorium, co powoduje, że mogę kolejny rok normalnie pracować.
Ryszard Bańka: A jakie są konsekwencje, jeżeli wotum zaufania lub absolutorium nie zostanie udzielone?
Jerzy Hardie-Douglas: Pojęcia nie mam. Szukałem w przepisach i tego nie znalazłem. Jeżeli Regionalna Izba Obrachunkowa pozytywnie opiniuje wykonanie budżetu, to nawet jak się nie uzyska absolutorium, to chyba nie ma to żadnego prawnego znaczenia. Jest to wymiar czysto wizerunkowy – sygnał, że radni uznali burmistrza za kiepskiego gospodarza. W latach 90. była dyskusja, że brak absolutorium dla zarządu miasta oznaczał jego upadek, ale to trwało bardzo krótko i z tego zrezygnowano. To samo dotyczy teraz wotum zaufania. Też nie ma przepisu, który by mówił... W ogóle nie wiadomo, po co to wprowadzono, naprawdę. Nigdzie nie wyczytałem logicznego wytłumaczenia, po jasną cholerę to jest. To taka wolna trybuna, można sobie po prostu pogadać. Ważny jest jednak sam wynik głosowania – to taka gałązka oliwna od radnych w stronę burmistrza: „Może się kłócimy, ale nie jest aż tak źle, niech pan tam sobie będzie”.
Ryszard Bańka: No i to też może być czynnikiem motywującym dla niektórych. Panie burmistrzu, jak pana nie było, wybuchła awantura o flagę ukraińską przed ratuszem. W pewnym momencie ta flaga nawet zniknęła.
Jerzy Hardie-Douglas: Ona była już kradziona kilkakrotnie. Oczywiście to wynik tego, co dzieje się w tej chwili w Polsce – nagonki i podsycania niechęci do Ukraińców. O ile zachowaliśmy się bardzo przyzwoicie w momencie rozpoczęcia wojny i napaści Rosjan na Ukrainę, przyjmując mnóstwo uchodźców, o tyle potem ten entuzjazm trochę opadł. Polacy cały czas nie zauważają rzeczy absolutnie oczywistej: dzięki tej olbrzymiej ilości Ukraińców, którzy przyjechali do pracy, bardzo wzrosło polskie PKB. Przeciętny Polak nie zdaje sobie sprawy z tego, że wzrost jego dobrobytu jest częściowo zasługą pracy Ukraińców w naszym kraju.
Niestety, ten temat jest wykorzystywany politycznie. Przede wszystkim Konfederacja jest partią, która ciągle podnosi hasła, że Ukraińcy powinni wracać do siebie, i to oni nagłaśniają temat tej flagi. Ja tłumaczę spokojnie: flaga jest symbolem poparcia Polaków dla Ukraińców w konflikcie zbrojnym z Rosją. Rosjanie napadli na Ukrainę całkowicie bezpodstawnie. Oczywiście dobudowali do tego bzdurną retorykę o walce z nazistami, ale ta narracja każe przypuszczać, że równie dobrze mogliby znaleźć pretekst, żeby napaść na Łotwę, Estonię, Litwę czy Polskę. Widzimy, co się dzieje – sytuacja w Europie się zaostrza. Nam powinno niezwykle zależeć na tym, żeby między Rosją a Polską był bufor w postaci wolnej, silnej Ukrainy z mocną armią. Jeszcze lepiej, gdyby można było wciągnąć ją do NATO i Unii Europejskiej.
Prezydent Zełenski zrobił trudny do zrozumienia ruch, nadając jednej z brygad imię bohaterów UPA. Ukraińska Powstańcza Armia bardzo źle kojarzy się Polakom i słusznie, bo jest odpowiedzialna za rzeź wołyńską, gdzie w okrutny sposób pomordowano mnóstwo ludzi, w tym kobiety i dzieci. Natomiast na Ukrainie UPA jest odbierana zupełnie inaczej – nie jako organizacja zbrodnicza, ale jako formacja, która walczyła o wolność, niepodległość i powstanie państwa ukraińskiego. Walczyli również bardzo mocno z Rosjanami. Aby podtrzymać chęć dalszej walki w wycieńczonym wojną społeczeństwie, Zełenski chwyta się takich mitów. Na szczęście ta wojna w tej chwili przechyla się na stronę Ukrainy. Dzięki opanowaniu technologii, których nikt inny na świecie nie ma, Ukraińcy zyskują przewagę. My jednak musimy cały czas podkreślać, że to jest agresja Rosjan, niczym nieusprawiedliwiona, a my jesteśmy po stronie Ukrainy. Ta flaga jest widomym znakiem tego stanowiska.
Słyszę głosy: „Zdejmijcie to, bo ludzie znowu zaczynają przypominać rzeź wołyńską”. Co to ma w tej chwili do rzeczy? Ja, tak samo jak 99% Polaków, mam pretensje do Ukraińców o ten tragiczny rozdział w historii. Ale my w swojej historii też mieliśmy różne incydenty, których powinniśmy się wstydzić. Nie chcę teraz robić wykładu historycznego. Uważam, że ta flaga powinna wisieć do momentu, kiedy nie dojdzie do porozumienia i zakończenia wojny. Takie jest moje stanowisko. Flaga jest częścią ratusza, a to są moje decyzje. Historia mnie z tego rozliczy, ale na pewno dobrowolnie jej nie zdejmę, ponieważ jestem święcie przekonany, że to słuszne. A jak jestem o czymś przekonany, to nie ma siły, która zmusiłaby mnie do innego postępowania. Szanuję to, że ludzie mogą mieć inne zdanie, niemniej muszą też uszanować, że decyzja należy do mnie.
Ryszard Bańka: Rzeczywiście wielu ludzi ma inne zdanie. Prowadzone są zbiórki podpisów pod petycją do pana o zdjęcie flagi. Taka petycja wpłynęła.
Jerzy Hardie-Douglas: Ponieważ była kierowana do mnie, a nie do Rady, miałem obowiązek na nią odpowiedzieć. Odpowiedziałem w takim duchu, w jakim przed chwilą panu opowiedziałem: szanuję inne zdanie, ale się z nim nie zgadzam. Wytłumaczyłem dlaczego i tyle.
Ryszard Bańka: Panie burmistrzu, już za niecałe dwa tygodnie – pierwszego lipca – wejdzie w życie istotna zmiana, jeśli chodzi o korzystanie z komunikacji miejskiej. Trzeba będzie zapłacić za przejazd. Podniosły się głosy obawy, że przyłożenie karty do czytnika pozwoli „obcym” na ściągnięcie pieniędzy z konta.
Jerzy Hardie-Douglas: To są bzdury. Nie wiem, jak mam z tym polemizować. Idzie pan do Lidla, robi zakupy, podchodzi do kasy, wyjmuje kartę. Na ekranie wyświetla się kwota, np. 136 zł i 20 groszy. Dotyka pan kartą, transakcja zostaje przyjęta i do widzenia. Czy to urządzenie wyczyściło panu konto? Nie. Przecież to są certyfikowane kasowniki firmy Mera, która sprzedaje je do całej Europy. Ani nas przez ten czytnik nie podsłuchują, ani nie ściągają wrażliwych danych z karty czy telefonu. To są głupoty.
Formy płatności będą różnorodne. Mam świadomość, że pierwsze dni będą trudne i pojawi się bałagan, bo budzimy się w trochę innej rzeczywistości. Siedem lat temu, jak przejazdy były jeszcze płatne, kupowało się bilet w kiosku Ruchu, wsiadało do autobusu i kasowało. Teraz nie ma już tradycyjnych biletów ani kiosków. W międzyczasie inne miasta wprowadzały systemy elektroniczne powoli i systematycznie, dając ludziom czas na przyzwyczajenie się. U nas przez siedem lat wsiadało się do autobusu i w ogóle nie martwiło o opłaty, bo transport był bezpłatny. Teraz ten okres powolnej nauki musimy przeskoczyć, dlatego spodziewam się kłopotów na początku i hejtu w internecie, że bałagan, że ludzie nie mogli się dopchać, albo że wsiadła starsza pani z Lotynia i nie wiedziała, jak zapłacić.
Żeby temu zapobiec, przez najbliższe dni będziemy bardzo intensywnie edukować mieszkańców. Na portalach internetowych pojawią się filmy instruktażowe. Dodatkowo na Placu Wolności zaparkuje autobus, do którego każdy chętny będzie mógł wejść. Instruktor pokaże, jak zachować się przy kasowniku, a druga osoba pomoże np. zainstalować aplikację w telefonie. Jeśli ktoś ma smartfona, będzie mógł ściągnąć aplikację (np. wpisując „bilet Szczecinek” w App Store lub Google Play). Wtedy pasażer wsiada do autobusu z już kupionym biletem, przykłada telefon do czytnika i jedzie.
Ryszard Bańka: Ale są dwa rodzaje biletów: normalne i ulgowe.
Jerzy Hardie-Douglas: Tak, w aplikacji będzie można wybrać bilet ulgowy lub normalny. Dla osób posiadających Kartę Mieszkańca w aplikacji pojawi się specjalny przycisk przekierowujący do tańszych biletów. Z Kartą Mieszkańca bilet nie będzie kosztował 6 zł, tylko 3 zł, a dla dzieci bodajże 1,50 zł. Wszystko zostało dokładnie zaplanowane. Warto dodać, że osoby po 65. roku życia oraz dzieci do lat 7 będą jeździły za darmo, pod warunkiem, że posiadają Kartę Mieszkańca. Podkreślam to, bo nie jest tak, że każdy senior z Polski pojedzie bezpłatnie – takiego rozwiązania w Szczecinku nie zastosowaliśmy. Każdy znajdzie na liście swoje uprawnienia i wybierze najwygodniejszą formę płatności. Większość mieszkańców prawdopodobnie będzie korzystać z Karty Mieszkańca, zbliżając ją do czytnika. Osoby bez karty po prostu podejdą do terminala, wybiorą bilet za 6 zł, przyłożą kartę płatniczą i pojadą. Bilet obowiązuje przez 50 minut, co pozwala na przesiadki do innych autobusów.
Ryszard Bańka: Czyli ten bilet będzie wtedy zapisany w telefonie lub na karcie?
Jerzy Hardie-Douglas: Tak, w przypadku kontroli pokazuje się telefon. Kontrolerzy mają czytniki, które zweryfikują, czy transakcja została zarejestrowana.
Ryszard Bańka: A jeśli ktoś nie ma Karty Mieszkańca, a chce zapłacić telefonem? Czy to będzie działać?
Jerzy Hardie-Douglas: Oczywiście. Zapłaci telefonem pełną kwotę (6 zł), a system zapamięta tę transakcję. Kontroler przyłoży swój czytnik do telefonu pasażera i zobaczy potwierdzenie opłaty.
Ryszard Bańka: Kto będzie kontrolował pasażerów? Czy to zewnętrzna firma?
Jerzy Hardie-Douglas: Komunikacja Miejska podpisała umowę z wyspecjalizowaną firmą zewnętrzną. Początkowo mieliśmy inne pomysły, ale w ramach kontraktu ta firma zajmuje się również windykacją kar, co jest procedurą skomplikowaną i nikt lokalnie nie chciał się tym zajmować. W Polsce istnieją duże, wyspecjalizowane przedsiębiorstwa obsługujące różne miasta i jedno z nich zostało zatrudnione. Nie pamiętam w tej chwili dokładnej nazwy, ale umowa jest podpisana. Obecnie do mieszkań trafiają ulotki informacyjne, które krok po kroku pokazują, jak korzystać z nowego systemu. Będą plakaty, ulotki i banery – z jednej strony informujące o ulgach, z drugiej pokazujące instrukcję zakupu. Przez pierwszy miesiąc skupimy się głównie na pouczaniu i pomaganiu ludziom, żeby każdy mógł się tego nauczyć. To nie jest technologia kosmiczna. Jeśli ktoś nie chce mieć Karty Mieszkańca – jego wybór, zapłaci 6 zł zamiast 3 zł. Każdy jednak może przyjść i taką kartę wyrobić.
Jeśli chodzi o brak smartfona... Wie pan, jeśli dzisiaj chce pan lecieć Ryanairem do Egiptu czy na Węgry, to ta linia nie oferuje już biletów papierowych. Wszystko jest w smartfonie i nie ma wyjątków. Ludzie z tym żyją, latają i nic złego się nie dzieje. Jak ktoś chce znaleźć dziurę w całym, to ją znajdzie. Musimy przystosować się do cyfrowego świata. Za chwilę wchodzi sztuczna inteligencja i to, co się dzieje, jest wręcz przerażające. Oczywiście, im ktoś jest starszy, im bardziej jest „boomerem”, tym trudniej mu się odnaleźć. Ale wszystkiego można się nauczyć. Płatność za autobus może na początku wydawać się skomplikowana, ale po paru dniach każdy wejdzie w rutynę.
Ryszard Bańka: Czyli przez pierwszy miesiąc będzie więcej pouczeń niż kar?
Jerzy Hardie-Douglas: Tak, myślę, że nie będzie kar, a raczej pouczenia. To nie oznacza, że rezygnujemy z kontroli, ale na początku nie chcemy nikogo karać mandatami. Co oczywiście nie oznacza, że można unikać płacenia celowo.
Ryszard Bańka: Wspomniał pan o „boomerze” i to od razu skojarzyło mi się ze wtorkowym spotkaniem z czytelnikami. Jak pan je odbiera?
Jerzy Hardie-Douglas: Muszę powiedzieć, że to było bardzo miłe spotkanie. Dla wyjaśnienia dodajmy, że chodzi o wieczór autorski wokół książki, którą napisałem. To naturalne, że po wydaniu książki autor chce spotkać się z odbiorcami. Przyszło sporo osób, z czego bardzo się cieszę. Zarezerwowaliśmy 60 miejsc w Pianobarze, a frekwencja okazała się jeszcze wyższa. Pana chyba nie było, ale materiał został zarejestrowany, więc można posłuchać. Rozmowa była naprawdę ciekawa. Spotkanie prowadziły cztery młode panie z „Miasta Kobiet” – to sekcja kobieca w SAPIK-u. Zrobiły to w sposób swobodny, inteligentny i z dużą sympatią do interlokutora, więc rozmawiało mi się świetnie.
Potem pojawiły się liczne pytania z sali. Całość przebiegła na zupełnym luzie i – poza jednym drobnym wyjątkiem – dyskusja w ogóle nie dotyczyła polityki. Starałem się pokazać z innej strony: jako lekarz, człowiek z pasjami, który lubi muzykę, czerwone wino i kobiety. Poruszaliśmy różne wątki, m.in. o Andaluzji w Hiszpanii, gdzie często latam, a także o zawodzie chirurga i moim stopniowym wycofywaniu się z dużych operacji. Rozmawialiśmy o emocjach człowieka, który przez kilkadziesiąt lat wykonuje trudną, stresującą pracę i o tym, jak to wpływa na psychikę. Myślę, że wyszło ciekawie. Zachęcam wszystkich do lektury „Boomera”. Książkę czyta się dobrze – co do tego akurat była jednomyślność, że jest łatwa w odbiorze.
Ryszard Bańka: 26 czerwca odbędzie się zakończenie roku szkolnego. Co będzie działo się w szkołach podległych panu w czasie wakacji?
Jerzy Hardie-Douglas: Poszczególne szkoły organizują w tym czasie różnego rodzaju wyjazdy i obozy. Moja wnuczka na przykład jedzie dwukrotnie na obóz sportowy z klubem lekkoatletycznym. Będą także organizowane półkolonie na miejscu. Jeśli jakichś rodzin nie stać na dalekie wyjazdy, postaramy się ułatwić organizację wypoczynku w mieście, aby każdy uczeń miał zapewnione atrakcje podczas wakacji. Miejmy nadzieję, że prognozy się sprawdzą i lato będzie ciepłe. Szczecinek jest tak pięknym miastem, że właściwie nie trzeba stąd wyjeżdżać, żeby odpocząć, ale odpowiednią ofertę trzeba przygotować i tym zajmują się odpowiednie instytucje.
Ryszard Bańka: Atrakcje to jedno, ale w placówkach zawsze trzeba też coś odnowić lub odświeżyć. Jak wyglądają plany remontowe?
Jerzy Hardie-Douglas: Każda szkoła ma swój plan. Trzy tygodnie temu spotkaliśmy się z dyrektorami i omawialiśmy zakres tych drobnych inwestycji. W jednych placówkach remontowane są szatnie, w innych toalety, gdzie indziej naprawia się dach lub odmalowuje sale. Decyzje leżą w gestii dyrektorów szkół i są podejmowane w porozumieniu z Komunalnym Centrum Usługowym. To dobre rozwiązanie, bo dyrektor najlepiej wie, czego jego placówka potrzebuje.
Ryszard Bańka: Panie burmistrzu, w piątek rusza Letni Festiwal Szczecinecki.
Jerzy Hardie-Douglas: Tak, to pierwsza większa impreza w tym sezonie. Scena na placu koncertowym już stoi. Wykonawców jest bardzo wielu, choć wydaje mi się, że oferta skierowana jest głównie do młodych ludzi. Ja z tych nazwisk nie znam absolutnie nikogo.
Ryszard Bańka: Ja podobnie.
Jerzy Hardie-Douglas: Widzi pan, to dowód na to, że jesteśmy boomerami. Myślę, że wydarzenia planowane na późniejszy piknik będą bardziej dedykowane starszemu pokoleniu. Na festiwalu wystąpią DJ-e i artyści, których nazwisk nie potrafiłbym nawet powtórzyć. Jednak osoby, które konfigurowały ten program, zapewniają, że to znane postacie i młodzież chętnie przyjdzie. Mam nadzieję, że pogoda dopisze – ma być ciepło i bez deszczu. Liczę na to, że na początek lata młodzi ludzie w Szczecinku będą mieli świetną zabawę.
Ryszard Bańka: Warto również zauważyć, że ulica Kołobrzewska będzie częściowo zamknięta od strony ronda.
Jerzy Hardie-Douglas: To chyba standardowa procedura. Przy większych imprezach na placu koncertowym ta ulica zawsze jest zamykana, a kierowcy są już do tego przyzwyczajeni. Dzisiaj to nie stanowi problemu. Za chwilę powstanie łącznik między drogą wojewódzką nr 172 a drogą krajową nr 11, więc będzie można całkowicie ominąć całe to osiedle.
Ryszard Bańka: To rzeczywiście bardzo obciążony komunikacyjnie teren. Panie burmistrzu, na dzisiaj kończymy. Widzimy się za dwa tygodnie.
Jerzy Hardie-Douglas: Dziękuję bardzo.
Ryszard Bańka: Dziękuję bardzo za przyjęcie zaproszenia i za rozmowę.

